Zwariowany styczeń 2017.

Siedzimy z Uczestnikami Akademii Życia, próbującymi napisać dla osób zainteresowanych działaniami w Akademii, jakieś ciekawe podsumowanie ostatnich tygodni ich działań.

Mijają kolejne minuty, kwadrans a pokój ogarnia chaos, głupawka, śmiech z akcentami czkawki.

 

 

Dorotka z trudem zdiagnozowała obecną sytuację i ustaliła, że ostatnie tygodnie polegają na ogarnianiu kwestii praktyk zawodowych, indywidualnych działań polegających na poszukiwaniu pracy, sprawdzaniu zdobytej wiedzy w praktyce.

Emilia podkreśliła, że w ferworze zajęć i obowiązków domowych nie brak jednak czasu na przyjemności. Mogła nadmiar emocji wyładować na zajęciach z boksu, a cierpliwość ćwiczyć na robótkach ręcznych u Ewy.

 

 

Tomek i Natalia upodobali sobie szermierkę, zahaczając o wspinaczkę „wysokościankową”, bardziej spokojne charaktery grały wieczorami w szachy. Tomek zauważa, że każdy z nas w oryginalny dla siebie sposób próbował odreagować stres związany z kwestiami zawodowymi, cześć grupy szczególnie upodobała sobie wieczorne picie gorącej czekolady we wspólnym gronie ( „widzę, że dietę szlag trafił „- dorzuca trener). Natalia tłumaczy, że to właśnie dzięki czekoladzie da się radę przetrwać, gdyż jej picie powoduje wydzielanie dodatkowych endorfin.

 

 

Magda uważa, że uczestnicy są po przedawkowaniu nadmiaru godzin pracy na praktykach i niedoboru snu, co w efekcie sprzyja niekonwencjonalnym działaniom podejmowanym przez grupę. Sama przestawiła się z języka polskiego na rosyjski i z dziecięcą radością, przekłada rosyjskie bajki Puszkina. Tomek żongluje zadaniami pomiędzy 2 firmami, gdzie sprawdza swoje umiejętności, które wykorzysta w nowym miejscu pracy. Natalii przestawił się zegar i aktywizuje się wieczorami balansując z góry na dół i rozbawiając znużoną grupę.  Otrzymała ciekawy pseudonim USS KMAK*, gdyż zawsze podczas pływania na basenie, każdy pojawiający się w zasięgu jej rąk zostaje zdyskwalifikowany.  Dorotka odkryła swój talent muzyczny, śpiewając podczas wyciągania rzeczy z pralki, w której jak zwykle zaginęły kolejne skarpety: „Nie mogę Ci wiele dać, nie mogę Ci wiele dać, bo sam… niewiele mam.” Na dzień dzisiejszy oryginalnie łączy różnokolorowe skarpety podczas ubierania. 

 

 

Nawet Erykowi udzieliła się obłędna atmosfera i z humorem podchodzi do języka angielskiego. Panowie realizują się w kuchni, odkrywając włoskie smaki.  Jak to mówi Tomek: „ W kuchni jak w miłości, szczypta wyczucia, odrobina cierpliwości”, a efektem działań Panów była Mega Pizza.

 

 

Wizyta Kasi na targach ślubnych, która z zapałem realizuje swoje pasje dziennikarskie, zaowocowała warsztatami dla Pań nt. doboru bielizny. Kasia ma dużo zapału do pisania artykułów korzystając nawet z godzin nocnych, by zdążyć przelać swoją wenę i stworzyć kolejny artykuł.

W międzyczasie zaliczyliśmy dyskotekę celem odstresowania. Tomasz na niej doznał zespołu RLS**, wywijając z koleżankami na parkiecie.  Kroku jemu próbował dotrzymać Eryk. Ale Travolta może być tylko jeden. Ciężko było odnaleźć dziewczyny na parkiecie. Cóż jedni padli po aktywnej, a innych rozpierała energia podczas tańców.

Ostatnie 2 miesiące intensywnych szkoleń zostały osłodzone tajemniczym pudełkiem przyniesionym na Social Media, w którym każdy znalazł swój czekoladowy smak.

 

Napisali: Tomek, Dorotka, Natalia, Madzia, Emilia

 

*USS – United States Ship – skrótowiec przed nazwą okrętu armii USA. Kmak to nazwisko Natalii.

**RLS – to niespokojne nogi. Tabletki na nie reklamują :)

 

 

  • styczen17-1
  • styczen17-10
  • styczen17-11
  • styczen17-12
  • styczen17-13
  • styczen17-14
  • styczen17-15
  • styczen17-16
  • styczen17-17
  • styczen17-18
  • styczen17-2
  • styczen17-3
  • styczen17-4
  • styczen17-5
  • styczen17-6
  • styczen17-7
  • styczen17-8
  • styczen17-9